Nowy porządek świata i głębokie państwo

Magazyn „New York” informuje, że teoria nowego porządku Świata (NWO) ma ponad pół wieku. Po raz pierwszy pojawiła się w 1966 r. za sprawą książki autorstwa Mary M. Davison, „The Profound Revolution” (Głęboka rewolucja). Ta dość skromna objętościowo praca wywarła olbrzymi wpływ na sposób postrzegania rzeczywistości i dziś uważana jest za jedną z fundamentalnych dla omawianego w obecnym tekście tematu.

Wydarzenia z 2001 r. zdawały się potwierdzać tezy zwolenników NWO. Pod koniec lipca prowadzący radio
Alex Jones oskarża rząd Stanów Zjednoczonych o spiskowanie z terrorystami i wskazuje Osamę bin Ladena jako „straszaka, którego [władze] potrzebują w tym fałszywym, orwellowskim systemie”.

Krótka historia pojęcia NWO
Sześć lat później, w 1972 r. konserwatywny komentator Gary Allen publikuje „None Dare Call It Conspiracy” (Nikt nie odważy się nazwać tego spiskiem), z przedmową kalifornijskiego kongresmena Johna Schmitza, pisząc o tym, jak działają w interesie elity władzy takie organizacje jak Rada Stosunków Zagranicznych i Komisja Trójstronna. Książka sprzedała się w 5 milionach egzemplarzy.

Bardzo ważnym dla spopularyzowania pojęcia nowego porządku świata był rok 1991. W marcu prezydent George H.W. Bush przemawiał do Kongresu, szczegółowo opisując możliwości globalnej współpracy w świecie postzimnowojennym: – Widzimy teraz nowy świat. Świat, w którym istnieje bardzo realna perspektywa nowego porządku. Słowa Busha zdawały się potwierdzać obawy tych, którzy w upadku Związku Radzieckiego upatrywali nie końca świata pełnego obaw i opresji, ale początku nowego despotyzmu, tym razem dotykającego nie połowę kuli ziemskiej, ale jej całość. Nowy porządek świata wprowadzany rękami USArmy pod hasłami demokracji, tolerancji i dobrostanu ludzkości, pozostający pod jednym globalnym rządem właśnie nadchodzi – uważali niektórzy obserwatorzy międzynarodowego życia politycznego.

W tymże 1991 r. wyszła słynna praca „The New World Order” (Nowy Porządek Świata), stając się rychło bestsellerem „The New York Timesa”. Jej autor, Pat Robertson „ma na celu ujawnienie zakulisowego establishmentu o ogromnej sile kontrolującej amerykańską politykę, którego »głównym celem jest ustanowienie rządu światowego, gdzie kontrola pieniądza spoczywa w rękach jednej lub więcej prywatnych osób«”, czytamy w Wikipedii. Według autora w spisek zaangażowani są iluminaci, ruch New Age, masoni, Rada Stosunków Zagranicznych i Komisja Trójstronna, informuje z kolei magazyn „New York”.

Wydarzenia z 2001 r. zdawały się potwierdzać tezy zwolenników NWO. Pod koniec lipca prowadzący radio Alex Jones oskarża rząd Stanów Zjednoczonych o spiskowanie z terrorystami i wskazuje Osamę bin Ladena jako „straszaka, którego [władze] potrzebują w tym fałszywym, orwellowskim systemie”. Wiemy co się stanie niespełna dwa miesiące później (atak na WTC 11 września 2001 r.) oraz jaką rolę odegrał w tych wypadkach Osama bin Laden, jak również jakie konsekwencje dla świata przyniosły wydarzenia spowodowane wrześniowym atakiem.

John W. Whitehead
– który oprócz uprawiania publicystyki zajmuje się prawem i obroną wolności obywatelskich, w tym celu zakładając w 1982 r. The Rutherford Institute – zwraca uwagę, że według jego najlepszej wiedzy, zdobytej w czasie działalności w ramach Instytutu, rząd USA, niezależnie kto stoi na jego czele, traktuje swoich obywateli jak „pionki bez twarzy i siłę roboczą, których można kupować, sprzedawać, inwigilować”.

Wróćmy jednak do Mary M. Davison i jej „The Profound Revolution. Autorka pisze w książce, że „Rewolucje nie są organizowane w nocy ani nie powstają bez silnego centralnego planowania i kierowania (…). Mądrzy ludzie od dawna wyczuwają, że pojawił się ruch mający na celu przejąć kontrolę nad rządem USA”. Davison jest zdania, że „Prawdziwym zagrożeniem dla naszej Republiki jest niewidzialny rząd, który, jak gigantyczna ośmiornica, rozciąga się na całą swą oślizłą długość nad naszymi miastami, nad naszym państwem i narodem. Na czele stoi niewielka grupa domów bankowych, zwana ogólnie »międzynarodowym bankierstwem«”.

Ta mała koteria potężnych bankierów międzynarodowych faktycznie, choć nieformalnie kieruje naszym rządem, chcąc za jego pośrednictwem zrealizować swoje samolubne cele, kontynuuje Mary M. Davison. Wśród międzynarodowych bankierów, tworzących Radę Stosunków Zagranicznych i których potomkowie nadal zarządzają Radą, byli: Dom Rockefellera, Kuhn Loeb & Company, Dom Morgana, Bracia Lehman, Goldman Sachs, Brown Brothers Harriman. Faktem jest, czytamy w „The Profound Revolution”, że najwyższy szczebel establishmentu zajmują bankierzy Systemu Rezerwy Federalnej i grupa powiązanych z nimi szefów korporacji, którzy zamierzają panować nad światem tak za pomocą rządów poszczególnych państw, jak przy współudziale opanowanej przez nich Organizacji Narodów Zjednoczonych.

Jak głębokie państwo dławi państwo
W 2017 r. magazyn „Politico” piórem swojego korespondenta Michaela Crowleya (wcześniej ten niespełna pięćdziesięcioletni dziennikarz był korespondentem „The New York Timesa” w Białym Domu) przyznał, że głębokie państwo (deep state) istnieje. Nie wiem, czy pan Michael jest potomkiem słynnego okultysty Aleistera Crowleyego, ale i tak warto zwrócić uwagę na to, co napisał w rzeczonym „Politico”.

Jeszcze rok wcześniej, pisze Crowley, termin ten był używany przez „akolitów Snowdena” oraz „fanów czytadeł szpiegowskich”, jednak obecnie za sprawą takich komentatorów politycznych jak Rush Limbaugh stał się popularny. Mówi o nim nawet prezydent Donald Trump. Według teoretyków spisków głębokie państwo (GP) przejęło kontrolę nad znaczną częścią administracji Białego Domu, stąd nawet gdy jego główny lokator będzie chciał przeciwko GP wierzgać, to jego wysiłki spalą na panewce. Głębokie państwo opanowało już Pentagon, Departament Stanu, agencje wywiadowcze Ameryki.

Donald Trump, zaraz po objęciu funkcji prezydenta USA w 2017 r. uświadomił sobie, że otacza go sieć urzędników realizujących zalecenia wrogiego GP. Jest ono mu wrogie, ponieważ jednym z haseł, z którymi obecny prezydent szedł do wyborów, było „osuszenie bagna” w Waszyngtonie, czyli pozbycie się tych wszystkich „ciemnych sił”, lobby, nieformalnych układów, skutecznie wpływających na rządzących Ameryką ze szkodą dla obywateli.

Mimo że termin przyjął się w środowisku, z którym Michael Crowley nie sympatyzuje, dziennikarz przyznaje, że coś jest na rzeczy, „choć nie do końca tak, jak uważają Trump lub jego konserwatywni sojusznicy”. O co chodzi w takim razie? Kiedy możemy mówić o głębokim państwie, nie narażając się na zarzut ulegania paranoi ze strony takich ludzi piszący do „NYT” lub do „Politico”? Według Crowleya „Politolodzy i eksperci od polityki zagranicznej od lat posługują się terminem »głębokie państwo«, aby opisać osoby i instytucje, które sprawują władzę niezależnie od cywilnych przywódców politycznych. A czasami nawet sterujący nimi. Znawcy polityki międzynarodowej stosowali termin głównie w odniesieniu do krajów rozwijających się, takich jak Algieria, Pakistan, Egipt i Turcja, gdzie generałowie i szpiedzy faktycznie rządzili w nominalnie demokratycznym społeczeństwie i zmieniali demokratycznie wybranych przywódców, kiedy uznali za stosowne”.

Czy oznacza to, że zjawisko nie występuje w tak starych i stabilnych demokracjach jak kraje Zachodu oraz USA? Nie do końca, zdaje się uważać Crowley. Według niego ataki z 11 września spowodowały gwałtowny rozwój nie zawsze przejrzystego systemu bezpieczeństwa kraju i wzmocnienie pozycji tajnych służb, często usiłujących stawać ponad prawem cywilnym. W 2000 r. krytyka, niejednokrotnie najzupełniej słusznie, obejmowała całą „machinę wojenną” i dotyczyła urzędników wojskowych i wywiadu, kontrahentów obrony i neokonserwatywnych ideologów, którzy przyjmowali rozkazy bezpośrednio od wiceprezydenta Dicka Cheneya. W erze Obamy skupiono się na niesamowitej precyzji „ukierunkowanych zabójstw” dokonywanych przez drony, a następnie na furii, jaką wywołał Snowden, były kontrahent Agencji Bezpieczeństwa Narodowego, którego przecieki w 2013 r. ujawniły zdumiewający zasięg rządowej inwigilacji. – Głębokie państwo istnieje – powiedział Snowden narodowi w 2014 r. – Zaufaj mi, byłem w nim.

Również naukowcy zaczęli powątpiewać w to, że wszystkie decyzje zapadają w Białym Domu, a podejmuje je całkowicie niezależny od „sił wyższych” prezydent po konsultacji ze swymi absolutnie niezależnymi od jakichkolwiek nacisków doradcami, kierującymi się w swych opiniach jedynie wiedzą oraz wolą służenia społeczeństwu. Profesor prawa międzynarodowego Tufts University, Michael J. Glennon w książce z 2014 r. „National Security and Double Government” (Bezpieczeństwo narodowe i podwójny rząd) sugerował, że aparat bezpieczeństwa narodowego rządzi nawet wyłonionymi w wyborach przywódcami, teoretycznie za niego odpowiedzialnymi.

W tymże 1991 r. wyszła słynna praca „The New World Order” (Nowy Porządek Świata), stając się rychło bestsellerem. Jej autor, Pat Robertson „ma na celu ujawnienie zakulisowego establishmentu o ogromnej sile kontrolującej amerykańską politykę. Według autora w spisek zaangażowani są iluminaci, ruch New Age, masoni, Rada Stosunków Zagranicznych i Komisja Trójstronna, informuje z kolei magazyn „New York”.

Michael Crowley podaje przykład Donalda Trumpa, który zaraz po objęciu funkcji prezydenta USA w 2017 r. uświadomił sobie, że otacza go sieć urzędników realizujących zalecenia wrogiego GP. Jest ono mu wrogie, ponieważ jednym z haseł, z którymi obecny prezydent szedł do wyborów, było „osuszenie bagna” w Waszyngtonie, czyli pozbycie się tych wszystkich „ciemnych sił”, lobby, nieformalnych układów, skutecznie wpływających na rządzących Ameryką ze szkodą dla obywateli. Różnego rodzaju przecieki tajemnic państwowych czy fake newsy były dowodem na istnienie „agentów” deep state wśród biurokratów Białego Domu.

W lipcu 2017 r., czyli zaledwie kilka miesięcy po zaprzysiężeniu Trumpa na prezydenta USA, republikański Komitet Bezpieczeństwa Wewnętrznego Senatu opublikował raport, w którym stwierdzono, że administracja Trumpa była dotknięta przeciekami „prawie codziennie” i znacznie szybciej niż jego poprzednicy. Po zebraniu w mediach danych świadczących o tym, że Biały Dom jest infiltrowany przez GP, syn Trumpa Donald Jr. opublikował na Twitterze link do tego materiału, z wymownym komentarzem: „Jeśli ktokolwiek chciałby dowodów na to, że głębokie państwo jest prawdziwe, nielegalne i zagraża bezpieczeństwu narodowemu, to znajdzie je właśnie tu”.

Głębokie państwo istnieje, ale nie istnieje
Dziennikarz „Politico” zgadza się z poglądami mówiącymi, że pod powierzchnią oficjalnej polityki, czyli tej znanej nam z mediów, kryje się smutna prawda o tym, że „duża część rządu USA naprawdę działa bez większej przejrzystości i publicznej kontroli, i nadużywa swoich niesamowitych uprawnień na niezliczone sposoby. A czasami biurokracja rządowa naprawdę sprawuje władzę nad swym szefem: Obama czuł, że wojsko naciskało go, aby wysłał więcej żołnierzy do Afganistanu, niż chciał, podczas gdy niedoświadczony George W. Bush został prawdopodobnie namówiony do wojny przez kadrę znawców bezpieczeństwa narodowego, którzy od dawna chcieli wyeliminować Saddama Husajna”.

Ha! I gdzie to czytamy? W mainstreamowym medium, do którego przecież „Politico” się zalicza. A pamiętają Państwo, co te same „rozsądne” media mówiły o tych, którzy w wojnie z Irakiem widzieli hucpę „określonych kół”, a nie „misję stabilizacyjną”, walkę o demokrację i prawa człowieka? Świat się nie zmienia, tylko jego interpretacja; ta zależna jest od „mądrości etapu”, a na czym ona w danej chwili polega, decydują… No, właśnie, kto o tym decyduje? Czy aby nie głębokie państwo, czyli sitwa o globalnych ambicjach? Pewnie za jakiś czas zaczną się pojawiać w prasie wysokonakładowej podobne sensacje, tym razem nicujące obecne „prawdy”, na przykład na temat COVID-19. Wtedy też nikt nie będzie pamiętał, kto stał za rozsiewaniem globalnych plotek. Nikt nie będzie dociekał, kto był tą międzynarodową pleciugą, kto jej służył i ile z tego wyciągnął w twardej walucie.

„Politico” przyznaje, że nawet opinie Trumpa, „aczkolwiek przesadzone”, warte są rozważenia. „Głosujący na Hillary Clinton mogą zachwycić się tajnym materiałem, który mówi [złe rzeczy] o ludziach prezydenta – ale ich ujawnienie mogło być przestępcze. (…) Tak, prezydent mógł ukrywać swoje własne [nieprzynoszące mu chluby] czyny (…). Jednak hejterzy Trumpa powinni rozważyć ten w sumie niekorzystny dla państwa precedens – i jak by się poczuli, gdyby, powiedzmy, ich wybraniec wszedł do Białego Domu w 2021 r. i zostałby natychmiast zalany podobnym potopem przecieków ze strony urzędników wywiadu”, nielojalnych wobec nowego prezydenta.

To, czy którekolwiek z tych zjawisk świadczy o istnieniu głębokiego państwa w Ameryce, zależy od definicji, pisze Crowley. „Potężni biurokraci mający dostęp do tajemnic rządowych i zaufane media z pewnością próbują wpływać na prezydentów z cienia”. Ale ich poglądy i cele nie są monolityczne. I w przeciwieństwie do swoich odpowiedników w krajach rozwijających się, wykonują oni rozkazy wydawane przez prezydenta, choć niechętnie – i są zobowiązani do przestrzegania rządów prawa, zapewnia dziennikarz „Politico”. Innymi słowy głębokie państwo gdyby mogło to by było, również w Ameryce. Ale nie może, więc go nie ma. Przynajmniej w USA.

Publicysta „Politico” zdaje się banalizować problem; to, co „spiskowcy” nazywają deep state, jest w rzeczywistości naturalną w każdej, nawet stabilnej demokracji próbą wpływania różnych grup interesów na wybrane przez elektorat władze, jak też równie zwyczajną próbą rozszerzania swoich kompetencji przez siły specjalne, takie jak NSA czy CIA. Mimo to opinie Crowleya trudno uznać za dezawuujące temat głębokiego państwa, raczej starają się przekonać czytelnika, że diabeł jest, ale nie taki straszny, jak go malują.

NWO urzeczywistnia się poprzez deep state
John W. Whitehead z The Rutherford Institute należy do tych publicystów, którzy mają odmienne zdanie. W maju tego roku w tekście o wymownym tytule „Nowy Porządek Świata przyszedł do Ciebie poprzez głębokie państwo” (New World Order: Brought To You By The Deep State) przytoczył opinię: „Nie ma narodów. Nie ma ludzi… Jest tylko IBM, ITT i AT&T oraz DuPont, Dow, Union Carbide i Exxon. To są dziś narody świata. Świat jest stowarzyszeniem korporacji, kierowanym niezmiennymi regułami biznesu”. Są to słowa, które padają w filmie „Sieć” (Network) z 1976 r. w reżyserii Sidneya Lumeta. Obraz Lumeta pokazuje, jak działają media, „w których zysk i oglądalność usprawiedliwiają wszelkie matactwa i nieprawości”.

„Czy to jest teoria spisku?” – pyta Whitehead i odpowiada: „wierzę całym sercem, że zawsze należy nie ufać rządzącym, alarmować, gdy tylko pojawi się pierwsze naruszenie wolności i budować system kontroli poczynań władzy. Mogę też zaświadczyć, że władza psuje, a władza absolutna psuje absolutnie”. Chyba warto się tego trzymać, zwłaszcza wtedy, gdy jakiś lewak zacznie rezonować na temat „spiskowej teorii dziejów”, niezadowolony, że ktoś wyznaje inne teorie niż te, które nakazuje „międzynarodówka agresywnego durnia i nadętego półgłówka”, o której pisał przed laty Marian Hemar.

„Poświęciłem wystarczająco dużo czasu na studiowanie historii naszego kraju – i historii świata – aby wiedzieć, że rządy (rząd USA nie jest wyjątkiem) są czasami nie do odróżnienia od zła, z którym rzekomo walczą (…) I żyłem wystarczająco długo, aby przekonać się, że wiele tak zwanych teorii spiskowych zamieniło się w zimny, twardy fakt”.

Ludzie zwykli byli szydzić z pojęcia głębokiego państwa, dopóki nie zaczęli o nim mówić politycy. Dziś drwią z sugestii, że USA mogą zostać przejęte przez faszystów, że obecnie przypominają Niemcy weimarskie, w latach poprzedzających dojście Hitlera do władzy. Współczesny faszyzm wygląda nieco inaczej niż ten z lat 30. XX w. Robert Kagan, neokonserwatywny doradca prezydencki z Brookings Institution, mówi, że faszyzm w stylu amerykańskim to nie odgłosy werbli, uderzeń o bruk podkutych butów czy wzniesione w górę dłonie w geście pozdrowienia. „To telewizyjny kramarz, fałszywy miliarder, podręcznikowy egomaniak czerpiący swoją siłę z populistycznych fobii, to współczesne partyjniactwo – wynikające z ambicji bądź ślepej lojalności lub po prostu ze strachu”.

John W. Whitehead – który oprócz uprawiania publicystyki zajmuje się prawem i obroną wolności obywatelskich, w tym celu zakładając w 1982 r. The Rutherford Institute – zwraca uwagę, że według jego najlepszej wiedzy, zdobytej w czasie działalności w ramach Instytutu, rząd USA, niezależnie kto stoi na jego czele, traktuje swoich obywateli jak „pionki bez twarzy i siłę roboczą, których można kupować, sprzedawać, inwigilować”. Władza wielokrotnie łamie prawo, przekracza swoje określone w konstytucji kompetencje, ucieka się do bezprawnego więzienia obywateli, a nawet do zabójstw. Poza tym toczy wojny dla własnego zysku, wspomaga międzynarodowy terroryzm. To wszystko sprawia, że nietrudno o wniosek mówiący, iż władze konstytucyjne USA zostały przejęte przez globalnych przemysłowców i wdrażają w życie nowy porządek świata. „Dla każdego, kto zwraca uwagę na wydarzenia na świecie, coraz bardziej oczywiste jest, że znaleźliśmy się pod nowym porządkiem światowym stworzonym przez global-industrial deep state, potężną kabałęm na którą składają się międzynarodowe agencje rządowe i korporacje”.

Jedyne, nad czym można się zastanowić, to kwestia, czy wyrosłe niepostrzeżenie amerykańskie państwo policyjne jest odpowiedzią na global-industrial deep state, czy też ów międzynarodowy byt wprost utworzył swój „lokalny” odpowiednik w wolnym do tej pory kraju – Stanach Zjednoczonych Ameryki Północnej, uważa Whitehead.

Faszyzm w Ameryce?
Dlaczego USA można już nazwać państwem faszystowskim? Ponieważ stanowi ono misterny splot interesów państwowych i korporacyjnych, a to właśnie – symbioza państwa i korporacji – jest definicją faszyzmu. Ustrój ten wniknął w organizm struktur administracyjnych niepostrzeżenie, w ciągu kilku dekad i stał się obecnie problemem nie tylko Ameryki, ale świata. Podobne procesy zaszły bowiem w innych krajach na całej kuli ziemskiej. „Zastanówmy się, w jakim stopniu efekty współdziałania rządów z korporacjami, nastawione na zysk [a nie dobro obywateli], wpływają na nasze życie i wolności w państwie nadzoru”.

Wszystkie najważniejsze sektory: wojskowy kompleks przemysłowy, prywatne zakłady karne, sektor wywiadowczy, sektor technologiczny, sektor telekomunikacyjny, sektor transportu i przemysł farmaceutyczny – są zdominowane przez wielkie korporacje działające w skali globalnej i za pośrednictwem kanałów rządowych w celu zwiększenia marży zysku: „Walmart, Alphabet (wcześniej Google), AT&T, Toyota, Apple, Exxon Mobil, Facebook, Lockheed Martin, Berkshire Hathaway, UnitedHealth Group, Samsung, Amazon, Verizon, Nissan, Boeing, Microsoft, Northrop Grumman, Citigroup… To daleko nie wszyscy globalni giganci korporacyjni, których polityka oparta na zysku wpływa na wszystko, od polityk legislacyjnych przez ekonomię po kwestie środowiskowe i opiekę medyczną”.

Whitehead jest zdania, że sojusze, często obłożone klauzulą najwyższej tajności, jakie zawiera rząd USA z innymi państwami i globalnymi korporacjami, zmieniają oblicze naszego świata oraz coraz bardziej zawężają obszar naszych wolności i zmieniają zasady gry tak szybko, że my, obywatele, nie jesteśmy w stanie za tym nadążyć, nie mówiąc już o kontrolowaniu tych zjawisk, do czego formalnie jako „suwereni” jesteśmy nie tylko upoważnieni, ale też zobowiązani.

Ważne

Zaplanowana epidemia?!

Jak można przewidzieć wybuch pandemii na 60 dni przed pierwszym zarażeniem? Czy w 2015 r. wiedziano, jakie będzie działanie koronawirusa? Czy to zaplanowana epidemia? Okazuje...

Ostatnio dodane

Nowa pokoronawirusowa normalność

Zarządzeniem Prezesa Rady Ministrów, przy rekomendacji ministra zdrowia, wprowadzono w Polsce nakaz noszenia masek. Nakaz jest bezprawny – pisze (i szczegółowo uzasadnia)...

Człowiek, który zainspirował Hitlera

Jak już było wielokrotnie wspominane na łamach „Teorii Spisku”, niebłahe znaczenie dla powstania dwu najbardziej krwawych totalitaryzmów: komunistycznego i hitlerowskiego miała subkultura...

Przyszłość bez pieniędzy

Były to czasy głębokiej komuny. Ambasador Rumunii w którymś z państw zachodnioeuropejskich nie mógł się doczekać odpowiedzi z centrali. Stosowna komórka w...

Nowy porządek świata i głębokie państwo

Magazyn „New York” informuje, że teoria nowego porządku Świata (NWO) ma ponad pół wieku. Po raz pierwszy pojawiła się w 1966 r....

Podobne artykuły