Czasy wielkiej globalnej dezintegracji?

Sygnalizowany w tytule problem był nie raz omawiany. Również przeze mnie, również na łamach „Warszawskiej Gazety”. Jeśli się przeto zdecydowałem ponownie podjąć temat, to dlatego, że waga zawartych w nim spraw jest naprawdę bardzo wielka. Większa nawet niż szalejąca obecnie „pandemia”, która zresztą pewnym podejrzliwcom zdaje się być jednym z przejawów tytułowego zjawiska.

César Vidal Manzanares
to hiszpański historyk, filozof, pisarz i publicysta, który stał na czele tłumaczy, przekładających na hiszpański, słynną i u nas, „Czarną księgę komunizmu”. Manzanares powiedział: „Ażeby zrozumieć to, co dzieje się dziś w Europie należy wziąć pod uwagę zjawisko zwane masonerią”.

Wielkie dekonstruowanie
Użyty w podtytule rzeczownik odczasownikowy stał się bardzo modny. Dekonstrukcja to słowo, które pojawia się zarówno podczas rozmów towarzyskich, zwłaszcza takich z pretensjami, jak też na sesjach naukowych, szczególnie gdy gromadzą one literaturoznawców oraz przedstawicieli tych wszystkich nauk humanistycznych (krytyka literacka, historia literatury), gdzie można sobie bez ponoszenia jakichkolwiek konsekwencji „podekonstruować” , postawić wszystko na głowie i jeszcze dostać za to nagrodę albo grant naukowy.

Oczywiście, wszystko co człowiek skonstruował, może też zdekonstruować. Porządek tego świata nie trwa wiecznie i ulega zmianom, choćbyśmy nie wiem jak wierzgali przeciw temu ościeniowi. Jest to uwaga tyleż trywialna, co prawdziwa. I zawsze taką była, dlatego ludzkość przykładała wiele uwagi do tego, aby uchronić to co zbudowała w wielkim trudzie przez pokolenia od celowej, bezmyślnej destrukcji. Tak więc banał za sprawą rewolucji kulturalnej stał się szanowaną, głęboką wiedzą. Niestety, mającą swój wymiar nie tylko teoretyczny, ale także jak najbardziej praktyczny.

Dekonstruktorzy nie zadowalają się teorią. Bo teoretykami tak naprawdę nie są, niezależnie co o sobie mówią, a najczęściej przedstawiają się właśnie jako intelektualiści, uczeni, filozofowie, ludzie żyjący w niebie idei. „Filozofowie rozmaicie tylko interpretowali świat; idzie jednak o to, aby go zmienić”. To zdanie Marksa wydaje się przyświecać owym dekonstruktorom niezależnie od tego, czy zapoznali się z „Tezami o Feuerbachu” czy też znają je tylko ze słyszenia. A być może nawet w ogóle o nich nic nie wiedzą, tylko intuicyjnie postępują zgodnie z zaleceniami trewirskiego biesa.

Aby doprowadzić do zamiany kwitnącego świata w śmietnik historii oprócz teorii, która to uzasadnia i sztucznie wytwarza „zapotrzebowanie” na gwałtowne, głębokie, a nawet absurdalne zmiany – a ta już od kilku dekad istnieje i gwałci zdrowy rozsądek oraz wszelkie twórcze pomysły i pożyteczne działania, pod postacią marksizmu kulturowego, neomarksizmu, postmodernizmu, genderyzmu, dekonstrukcjonizmu, postprawdy potrzebne są również masy ludzkie. Hordy, które niczym taran rozbiją mury miast, i wleją się zdesperowaną masą do wnętrza ośrodków cywilizacji.

Jak z powyższego wynika, do pełni szczęścia tych, którzy chcą przekształcić Amerykę w imperium nowego, bo kulturowego, marksizmu brakuje przegranej
Trumpa w wyborach. Aby upragniona porażka stała się nieuchronna, potrzebne są ekstraokoliczności: najlepiej zamieszki ocierające się o rewolucję.

Liban jako pole doświadczalne?
Pod koniec czerwca tego roku na stronie Vigilant Citizen pojawił się artykuł, w którym autor zdaje się sugerować, iż wszystko zaczęło się w Libanie. Ta niewielka kraina leżąca nad Morzem Śródziemnym, wciśnięta między Izrael a Syrię, stała się w połowie lat 70. XX w. polem doświadczalnym dla eksperymentu, który w przyszłości zamierzano przeprowadzić w o wiele większej skali. Skali kontynentów.

Strona przypomina, że Liban nazywany kiedyś „Paryżem Wschodu” i „perłą Orientu”, cieszył się dobrze rozwiniętą gospodarką i cechował różnorodność kulturową. „Nowoczesny i otwarty na świat Liban był kulturalnym i finansowym biegunem swojego regionu i przyciągał rzesze turystów i biznesmenów z Zachodu. Miejscowa ludność składała się z kilku grup etnicznych i religijnych (około połowa chrześcijan i połowa muzułmanów), którzy żyli we względnej harmonii. Pomimo różnic ludzie w Libanie uważali się przede wszystkim za libańskich braci i siostry”.

Jednak wydarzenia z lat 60. i 70. XX wieku znacznie pogorszyła klimat społeczny w tym kraju. Po pierwsze, około 100 tys. Palestyńczyków przekroczyło granicę Libanu i osiedliło się w prowizorycznych obozach. Jednym z powodów tego exodusu stał się konflikt zbrojny między Izraelem a światem arabskim. Liban liczył 2 mln mieszkańców, stąd tak ogromna fala uchodźców bardzo szybko doprowadziła do głębokiej destabilizacji kraju. Ponadto aktywność Organizacji Wyzwolenia Palestyny w obozach dla uchodźców doprowadziła do konfliktów między libańskimi chrześcijanami a palestyńskimi uciekinierami.

„Dzięki zaangażowaniu zagranicznych agentów grupy religijne, które wcześniej koegzystowały pokojowo, radykalizowały swoje stanowiska i zaczęły podsycać nienawiść wobec innych. W rezultacie wyznawcy Mahometa opowiedzieli się po stronie Palestyńczyków, a chrześcijanie zwrócili się przeciwko muzułmanom. Wkrótce potem w całym kraju zaczęły pojawiać się milicje złożone z cywilów. Doszło do bratobójczych walk. W wyniku błędnego cyklu krwawych masakr i krwawych odwetów kraj pogrążył się w przerażającej, chaotycznej i wyjątkowo gwałtownej wojnie domowej”.

„Dekonstrukcja” Libanu trwała już ósmy rok, gdy w 1982 r. Oded Yinon były doradca Ariela Sharona
i przedstawiciel Izraelskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych oraz dziennikarz „The Jarusalem Post” w hebrajskim czasopiśmie Kivunim („Kierunki”) zamieścił artykuł zatytułowany „Strategia dla Izraela w latach 80.”

Milicje – zarówno muzułmańskie jak chrześcijańskie zapewniały, że są siłami niezależnymi działającymi w interesie swych braci w wierze. W rzeczywistości były one marionetkami w rękach o wiele poważniejszych graczy. Wspierani przez Iran i Związek Radziecki muzułmanie opowiedzieli się po stronie grup lewicowych. Z drugiej strony libańscy chrześcijanie zwrócili się w stronę Zachodu. Chrześcijańskie milicje wspomagał Zachód, a zwłaszcza Stany Zjednoczone poprzez Izrael.

Wojna domowa trwała od 1975 do 1990 roku. Przynosząc śmierć 120 tys. osób i powodując masowy exodus Libańczyków do innych krajów. Po piętnastu latach wojny domowej kraj stał się cieniem samego siebie. Mimo że częściowo odbudowany nadal jest bardzo niestabilny, głęboko podzielony, głęboko skorumpowany i całkowicie poddany ingerencji z zewnątrz.

I jeszcze jedna bardzo ważna uwaga znaleziona na stronie Vigilant Citizen. Mówi ona, że w chwili wybuchu konfliktu tak krwawo i bezwzględnie walczące później strony nie miały żadnego prawdziwego powodu, by się nienawidzić, ale siły zewnętrzne dostarczyły tych powodów – a resztę dopełniła logika wojny, mówiąca że przemoc rodzi przemoc, a krzywda chęć odwetu.

Czy doświadczenia libańskie zainspirowały macherów do dalszych eksperymentów?

Plan Yinon
„Dekonstrukcja” Libanu trwała już ósmy rok, gdy w 1982 r. Oded Yinon były doradca Ariela Sharona i przedstawiciel Izraelskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych oraz dziennikarz „The Jarusalem Post” w hebrajskim czasopiśmie Kivunim („Kierunki”) zamieścił artykuł zatytułowany „Strategia dla Izraela w latach 80.” Yinon nakreślił tam plan strategiczny, którego cel to utworzenie Wielkiego Izraela ziem rozciągających się od Nilu (w Egipcie) aż do Eufratu (w Syrii / Iraku). Podstawą dla jego osiągnięcia było rozbicie Bliskiego Wschodu, a ściślej „zdekonstruowanie” istniejących tam państw arabskich na liczne skłócone ze sobą i zwalczające się nawzajem plemiona. Kraje te, ogarnięte przez chaos, staną się bezbronne wobec roszczeń terytorialnych syjonistów z Izraela. Wielu obserwatorów życia politycznego uważa, że późniejsze wydarzenia na Bliskim Wschodzie – wojna z Irakiem, wojna domowa w Syrii, powstanie tzw. Państwa Islamskiego, cykl wydarzeń zwanych „Arabską Wiosną”, które wprowadziły na stabilne do tej pory obszary Afryki Północnej chaos, zniszczenie i śmierć były logicznym pokłosiem wprowadzenia w życie amerykańskimi rękami tez Odeda Yinona.

Co ciekawe i ważne w kontekście naszych rozważań, Yinon stwierdził, że nadchodzi epoka bez precedensu. Cywilizacja Zachodu z jej racjonalizmem i wartościami humanistycznymi stoi w obliczu upadku. Przyspieszy go atak ludności trzeciego świata oraz Związku Radzieckiego. W obecnych czasach tę drugą siłę zastąpiła lewica kulturowa.

Wydarzenia w Afryce Północnej są bardzo na rękę wszystkim tym, którzy poszukiwali wspomnianego tarana, wzmacniającego siłę uderzenia rodzimych barbarzyńców, wychowanków lewackich mentorów zagnieżdżonych na uczelniach oraz w całym systemie edukacji, jak też w branży rozrywkowej i medialnej. Olbrzymie tereny, nad którymi już nikt nie panował, nie tylko stały się obszarem przemierzanym swobodnie przez emigrantów z głębi kontynentu, zmierzających do bogatej w zasiłki socjalne Europy, ale również same stały się niewyczerpanym rezerwuarem takich „uchodźców” na Stary Kontynent.

Masoneria i „filantropii”
César Vidal Manzanares to hiszpański historyk, filozof, pisarz i publicysta, który stał na czele tłumaczy, przekładających na hiszpański, słynną i u nas, „Czarną księgę komunizmu”. Manzanares powiedział: „Ażeby zrozumieć to, co dzieje się dziś w Europie należy wziąć pod uwagę zjawisko zwane masonerią”. Chodzi o to, że, według hiszpańskiego historyka, owa organizacja nie zajmuje się li tylko krzewieniem idei wolności, równości i braterstwa, ale również ostro i bezwzględnie kombinuje jakby tu zrealizować swoje rzeczywiste cele – „zdekonstruowania” chrześcijaństwa, zamieniając to wyznanie w jedną z wielu instytucji charytatywnych.

O tym, że pogląd mówiący o obecności masonerii w życiu społecznym, to nie przejaw paranoicznego myślenia spiskowego, ale stwierdzenie faktu, niech zaświadczy kilka przykładów. W grudniu 1992 r. prestiżowy „The Economist” ostrzegał przed istnieniem w Parlamencie Europejskim silnej masońskiej kliki (a strong network of Masons), która oskarżana jest o pomoc swoim członkom w ukrywaniu dowodów korupcji. Na początku kwietnia 2008 r. doszło w Brukseli do spotkania Michaela Payena, przewodniczącego wolnomularskiej organizacji o nazwie Francuska Federacja Praw Człowieka, z przewodniczącym Komisji Europejskiej José-Manuel Barroso. Jak informował „The Brussels Journal” spotkanie dotyczyło roli masonerii w dziele budowy zjednoczonej Europy. Podczas spotkania Barroso zobowiązał się wspierać na unijnym forum wartości reprezentowane przez masonów, jak też promować ich postawy oraz nagłaśniać opinie.

Inną siłą antykulturową są globaliści, tacy jak Jerzy Soros czy Bill Gates, chcący, podobnie jak lewacy i masoneria, „oczyścić” świat z cywilizacji łacińskiej, rozbijając i wrzucając w otchłań chaosu narody i państwa będące kwintesencją cywilizacji Zachodu: kraje Europy i USA. Dla nich również masy „uchodźców” to doskonała machina rozkruszająca budowle cywilizacyjne wzniesione rękami pokoleń mieszkańców Starego Kontynentu.

Pięć lat temu, u progu „kryzysu emigracyjnego” dr Preston James zwrócił uwagę na łamach Humans Are Free (HAF), że „Kluczowi liderzy globalistów (możesz ich liczyć na palcach dwóch rąk) wprowadzają okultystyczny międzypokoleniowy plan przejęcia całkowitej kontroli nad całym światem”. Ich orężem jest chaos, za pomocą którego chcą zapanować nad światem, pod pozorem wprowadzania ładu. Nowego ładu, opartego na zasadach i prawach przez nich wymyślonych. Przypomnijmy przy okazji, że okultyzm, teozofia i inne zjawiska pochodzące z marginesu kultury europejskiej bliskie są wolnomularzom, o czym pisał znakomity znawca czasów oświecenia prof. Emanuel Rostworowski.

Z kolei Aleksander Light, również na stronie HAF, wskazał, że jednym z przejawów realizacji planów budowy NWŚ jest obecny kryzys migracyjny. „Niezależnie od naszego pochodzenia etnicznego czy poglądów religijnych, wszyscy musimy się zgodzić z tym, jak wielka niesprawiedliwość dzieje się obecnie w Europie: globaliści używają religijnych ekstremistów, aby siłą przemienić Europę w kontynent opanowany przez islam”.

„Jeśli zatrzymasz się i pomyślisz o tym przez chwilę, to dojdziesz do wniosku, że oni rzeczywiście są doskonałym koniem trojańskim, który zniszczy Europę: niewykształceni, brutalni, religijni ekstremiści są teraz wręcz zachęcani, aby wymuszać [na Europejczykach] akceptację dla swego wąskiego światopoglądu”, pisze Aleksander Light.

Europa Zachodnia stopniowo „libanizuje się” albo zaczyna przypominać RPA po przekazaniu nad nią władzy w ręce Mandeli oraz jego kamaryli. Od czasu przybycia na kontynent europejski mas „uchodźców”, wskaźnik przestępczości gwałtownie się podniósł, czytamy na stronie HAF. W 2013 roku „setki imigrantów muzułmańskich szalały w części szwedzkiej stolicy Sztokholmu, podpalając samochody i autobusy, niszcząc mienie i rzucając kamieniami w policję”. W 2015 r. odnotowano, że imigranci muzułmańscy zwiększyli liczbę przestępstw w Niemczech o 65%. W 2016 r. odnotowano, że liczba przestępstw popełnionych przez tych ludzi wzrosła o kolejne 50%. To w sumie wzrost przestępstw o 115% w ciągu zaledwie dwóch lat. W ciągu tego samego czasu Szwecja została przekształcona w stolicę gwałtu w Europie. Po tym, jak szwedzki parlament jednogłośnie zdecydował o zmianie poprzednio jednorodnej Szwecji na kraj wielokulturowy, liczba przestępstw z użyciem przemocy wzrosła o 300%, a gwałtów o 1 472%. Szwecja jest teraz numerem dwa na liście krajów gwałtu. Pokonało ją jedynie Lesotho w Afryce Południowej.

Wielka podmiana
W Europie, i nie tylko tam, następuje wielka podmiana demograficzna. Tak uważa Jean Renaud Gabriel Camus, który dekadę temu wydał książkę „Le Grand Remplacement” (Wielka podmiana). Argumentuje w niej, że rdzenni biali Europejczycy są kolonizowani przez czarnych i brązowych imigrantów, którzy zalewają kontynent, co jest równoznaczne z działaniami zmierzającymi do zagłady Europejczyków. „Wielka podmiana jest bardzo prosta” – pisał Camus. „Masz jeden lud, a na przestrzeni pokolenia masz już inny lud”. Autor uważa, że mniej ważna jest tożsamość populacji zastępczej. Ważny jest sam akt podmiany jednych tożsamości na inne, zachodzący w tak masowej skali, jak to się obecnie dzieje w Europie. „Jednostki mogą przyłączać się do ludzi innych kultur, integrować się z nimi, przyswajać sobie ich dorobek”, pisze w książce. „Ale narody, cywilizacje, religie zwłaszcza gdy te religie same są cywilizacjami, typami społeczeństwa, prawie państwami nie mogą. I nie mogą nawet tego chcieć… wtopić się w inne ludy, inne cywilizacje”.

To, co dotyczy Europy, ma miejsce również w Stanach Zjednoczonych. Dziennikarz mainstreamu Paul Taylor w 2018 r. cieszył się w „The American Prospect”: „Po raz pierwszy połowa Amerykanów w wieku poniżej 20 lat to Latynosi, Czarni, Azjaci lub rasy mieszane. Są mozaiką stworzoną przez nowoczesną falę imigracyjną, która od 1965 r. przyciągnęła tu ponad 60 milionów przybyszów, z czego prawie dziewięciu na dziesięciu z nich nie jest białych”. Ta mozaika już zmieniła Amerykę, kontynuował Taylor „Zaledwie kilkanaście lat temu małżeństwa osób tej samej płci, legalna marihuana i prawa osób transpłciowych były ledwie możliwe do wyobrażenia; Konfederackie posągi stały wysoko; i nikt nie słyszał o Black Lives Matter, #MeToo, March for Our Lives ani Occupy Wall Street. Nawet w polityce wyborczej czasy się zmieniły, choć obecność Trumpa w Białym Domu może na to nie wskazywać”.

„Biała większość amerykańska wkrótce zniknie na zawsze”, głosili z kolei Dudley Poston i Rogelio Sanez w „The Chicago Reporter”, w 2019 r. Powód jest oczywisty – demografia, czyli „narodziny, zgony i imigracja”. Dokładnie to samo mówią zwolennicy Camusa, ale ich nazywa się rasistami, bo nie skaczą z radości z powodu „wielkiej podmiany”, co zdają się czynić dziennikarze i publicyści mainstreamu.

Podobnie Stef Knight z „Business Insider” informował w maju 2019 r., że Stany Zjednoczone są na dobrej drodze, by stać się krajem z nie-białą większością do 2045 r. „Zdaniem socjologów i demografów, którzy badali trendy, zmiany demograficzne mają już wpływ na naszą tożsamość narodową, politykę i lukę pokoleniową” głosi.

Deep State i prezydent Trump
Jak z powyższego wynika, do pełni szczęścia tych, którzy chcą przekształcić Amerykę w imperium nowego, bo kulturowego, marksizmu brakuje przegranej Trumpa w wyborach. Aby upragniona porażka stała się nieuchronna, potrzebne są ekstraokoliczności: najlepiej zamieszki ocierające się o rewolucję. Nabuzowane, roszczeniowe masy już są. Istnieje też awangarda tej współczesnej „klasy robotniczej” zbudowana za pieniądze „filantropów”, czyli Black Lives Matter, Antifa, LGBT, mamy też współczesny odpowiednik bolszewickiego Kominternu czyli Deep State, głębokie państwo, z którym walczy obecny główny lokator Białego Domu. Brak jest tylko iskry zapalającej długo rychtowaną beczkę prochu.

Fabio Carisio z Gospa News uważa, że lontem zapalającym bombę, mającą wysadzić w powietrze nie tylko jakąkolwiek szansę Trumpa na reelekcję, ale cały dotychczasowy porządek Ameryki, była pandemia wywołana wirusem laboratoryjnym oraz wydarzenia w Minneapolis. Na poparcie stwierdzenia, że zaraza została wywołana celowo, wskazał opinię sir Richarda Dearlovea, byłego szefa brytyjskiego wywiadu MI6. Natomiast w drugim przypadku odwołał się do Veterans Today, gdzie Jim Dean dowodził, iż jednym z prowokatorów zajść w Minneapolis jest „były żołnierz pochodzącym z Ukrainy, rzekomy najemnik Centralnej Agencji Wywiadowczej”.

Według Carisio znamienne, bo wskazujące na prawdziwy cel, jaki przyświeca prowodyrom i uczestnikom zamieszek są oświadczenia wygłaszane od pewnego czasu przez Krajową Fundację na rzecz Demokracji. National Endowment for Democracy (NED), bo tak po angielski brzmi nazwa wspomnianej fundacji, powstała w 1983 r. za zgodną Kongresu USA. Jej zadanie to wpływać za pomocą „soft-power” (miękkiej siły) na zmianę reżimów innych krajów na proamerykańskie. Dziś to określenie należałoby zastąpić słowem „prolewackie”. Nic też dziwnego, że NED angażuje się w rozruchy zmierzające do obalenia „reżimu” Trumpa, popierając protesty rozlewające się na cały kraj. „Niech obecny kryzys doprowadzi do urzeczywistnienia ideałów, ożywiających naszą demokrację i niech da nadzieję tym ludziom w innych krajach, którzy podzielają nasze zaangażowanie na rzecz wolności i godności ludzkiej. Taki ruch jest potrzebny nie tylko dla nas, ale jest on korzystny dla odważnych ludzi na całym świecie”.

Fabio Carisio z Gospa News jest zdania, że organa sądowe celowo zwlekały z wydaniem nakazu natychmiastowego aresztowania Dereka Chauvina, policjanta który miał przyczynić się do śmierci kryminalisty Georgea Floyda. To kunktatorstwo miało podgrzać atmosferę i spowodować wybuch. Jest zatem oczywiste, że ktoś albo nie poinformował prezydenta Trumpa na czas, albo źle mu doradził: sugerując, aby zdał się na nieporadne sądy, które celowo ślamazarnie czyniły to, co winny zrobić bez zwłoki, sądzi Carisio.

Na koniec zauważmy, że „dekonstrukcja” dotyczy państw, które nie najgorzej dawały sobie radę z multikulturowością, różnorodnością, wielością języków, ras, zwyczajów i religii. Które potrafiły na owej „diversity” budować. Ale nie to czego pragną lewacy i ich mentorzy, stąd skazali owe konstrukcje cywilizacyjne na zrujnowanie. Wyrok jest ostateczny i nieodwołalny. A czy wejdzie w życie zależy tylko od nas.

Ważne

Zaplanowana epidemia?!

Jak można przewidzieć wybuch pandemii na 60 dni przed pierwszym zarażeniem? Czy w 2015 r. wiedziano, jakie będzie działanie koronawirusa? Czy to zaplanowana epidemia? Okazuje...

Ostatnio dodane

Nowa pokoronawirusowa normalność

Zarządzeniem Prezesa Rady Ministrów, przy rekomendacji ministra zdrowia, wprowadzono w Polsce nakaz noszenia masek. Nakaz jest bezprawny – pisze (i szczegółowo uzasadnia)...

Człowiek, który zainspirował Hitlera

Jak już było wielokrotnie wspominane na łamach „Teorii Spisku”, niebłahe znaczenie dla powstania dwu najbardziej krwawych totalitaryzmów: komunistycznego i hitlerowskiego miała subkultura...

Przyszłość bez pieniędzy

Były to czasy głębokiej komuny. Ambasador Rumunii w którymś z państw zachodnioeuropejskich nie mógł się doczekać odpowiedzi z centrali. Stosowna komórka w...

Nowy porządek świata i głębokie państwo

Magazyn „New York” informuje, że teoria nowego porządku Świata (NWO) ma ponad pół wieku. Po raz pierwszy pojawiła się w 1966 r....

Podobne artykuły