Vladimir Putin meets with leadership of military-industrial complex enterprises at the Kremlin

Klimatyczne łgarstwa

Klimatyczne łgarstwa

dr Robert Kościelny

Już kilkakrotnie na łamach „Warszawskiej Gazety” poruszałem problem nierzetelności badań na temat rzekomych wielkich zaburzeń klimatycznych. Zwracałem uwagę, jak niebłahe interesy finansowe – ale też polityczne i dążenia ideologiczne, wręcz cywilizacyjne – stoją za narracją o ocieplaniu się klimatu z winy człowieka. Chciałbym raz jeszcze wrócić do problemu. Bo po kowidzie i wojnie na Ukrainie jest to kolejny bat kręcony na naszą wolność i własność. Abyśmy uznali, że powinniśmy z nich zrezygnować „dla swojego dobra i innych” oraz, jak głosi „wiedza radosna” z Davos – „nie mieli niczego i byli szczęśliwi”.

„Wystarczy spojrzeć na zbliżający się kryzys energetyczny w Europie i Wielkiej Brytanii, z którego korzysta
Putin”. Wpisując się w razową i nachalną propagandę współczesną, należy stwierdzić, że według byłego greenpisowca zieloni to najbardziej cuchnące ruskie onuce i najzagorzalsi proputinowcy.



Dawnych wspomnień czar…

Wspomnienia ludzi, którzy żyli w czasach, gdy jeszcze nikt nie mówił o „zmianach klimatycznych spowodowanych przez człowieka”, dowodnie świadczą o tym, że latem słońce nie raz potrafiło tak przygrzać, że nawet „najstarsi górale nie pamiętali”. Ci, którzy są za młodzi, a w dodatku zbyt gniewni, żeby wierzyć w opowieści starszych, niech sięgną po zasoby YouTube’a i wygooglają takie produkcje filmowe jak „Upał” z 1964 r., „Hydrozagadka” z roku 1970. Mogą też posłuchać tekstu piosenki Wojciecha Młynarskiego „Szajba” („Raz mi pot zalewał oczy / Bo spędzałem lato w mieście / Gdzie normalnie nas zaskoczył / Upał – stopni ze czterdzieści”), pochodzącej z tamtych czasów.


Wtedy jeszcze było zupełnie naturalne, że latem bywa upał, który czasami trudno było znieść. W centralnej Polsce było tak gorąco, że ludzie mdleli na polach podczas żniw, mówiła moja babcia, gdy jako dziecko marudziłem latem, że znów jest gorąco i ciężko będzie ganiać za piłką na boisku. Babcia przyjechała do Szczecina spod Łosic, w połowie lat 50. XX w. i zawsze mówiła, że pochodzi z warszawskiego lub z centralnej Polski.


Dziś, na skutek działającej od dekad mainstreamowej pralni mózgów, nie jest normalne, że w lipcu i sierpniu może być i sucho i bardzo, bardzo gorąco. Nawet dla niektórych starszych ludzi pamiętających Przyborę, Wasowskiego, Kondratiuka czy Młynarskiego. Nie dziwmy się przeto, że również ludzie młodzi „odpływają w tym temacie”. Bo dziś fakty nie mają znaczenia. Za to quasi-fakty, niby-fakty czy „fakty prasowe”, jak to niegdyś zgrabnie ujął nasz „skarb narodowy” prof. Bronisław Geremek, rządzą i biada tym, którzy próbują poza nie wyjść. Zaraz okrzykną go oszołomem, teoretykiem spisku, a może nawet faszystką, antysemitą i transfobem. A na dodatek seksistą. Bo dzisiejszy świat bazuje na kłamstwach i za pomocą oszczerstw walczy z tymi, którzy kłamstwom usiłują się przeciwstawić.


„Seria maili wymienianych między założycielem Greenpeace Patrickiem Moore’em i południowokoreańskim profesorem Seok-Soon Parkiem pokazuje, że zmiany klimatyczne opierają się na fałszywych narracjach i że stały się bardziej ruchem politycznym niż ruchem ekologicznym”. Tak rozpoczyna się artykuł zamieszczony w Humans Are Free (HAF) we wrześniu tego roku. Pojawiają się w nim treści właściwie nienowe, dość dobrze znane Czytelnikom „Teorii Spisku”. Niemniej warto je przywołać ponownie, bo pochodzą z bardzo ważnego źródła – maili i innych oficjalnych wypowiedzi twórcy Greenpeace’u.


Wspomniany adresat korespondencji Moore’a, dr Seok-Soon Park, jest profesorem Uniwersytetu w Seulu. Jest też członkiem organizacji Koalicja CO2, która została założona w 2015 r. w celu edukacji liderów i członków think thanków, decydentów i kreatorów opinii publicznej. Chodzi o to, aby uświadomić im, jak ważny jest wkład dwutlenku węgla w nasze życie i gospodarkę. Na stronie Koalicji dowiemy się, że ONZ na jednym z posiedzeń międzyrządowych krajów członkowskich sama przyznała, że na chwilę obecną nie ma dowodów na to, że ziemia ulega wysuszeniu lub stepowieniu. A te, które udało się zebrać, mają „mniej niż niską wiarygodność”. Podobnie jak nie ma dowodów na to, że w niedalekiej przyszłości nastąpią na całym świecie olbrzymie powodzie i dojdzie do zatapiania przez morza całych lądów.


Warto zauważyć, że dyrektorem wykonawczym Koalicji CO2 jest Gregory Wrightstone. Jest on geologiem i autorem bestsellerowej książki „Inconvenient Facts: The science that Al Gore doesn’t want you to know” (Niewygodne fakty: nauka, o której Al Gore nie chce, żebyś wiedział). Wrightstone ma wiele sposobności do głoszenia poglądów Koalicji na tematy klimatyczne i roli CO2 w rozwoju flory i fauny na globie ziemskim. Bowiem Gregory Wrightstone jest popularnym gościem wielu czołowych platform radiowych i telewizyjnych w całym kraju, w tym Fox News, NewsMax TV i The Blaze. Wśród jego wielu kwalifikacji do tego, aby wypowiadać się na temat zmian klimatycznych, wymienia się głęboką wiedzę z geologii udokumentowaną licznymi pracami i zdobytymi stopniami naukowymi. W uznaniu dla jego wiedzy i umiejętnej argumentacji naukowej, za pomocą której stara się obalać mity o ociepleniu spowodowanym działalnością człowieka, Wrightstone został ekspertem w Międzyrządowym Zespole ds. Zmian Klimatu. „Jako silny orędownik procesu naukowego w badaniach nad klimatem Gregory jest czołowym głosem w dużej i rosnącej społeczności sceptyków zmiany klimatu. Uważa, że powinniśmy wykorzystać wszystkie zasoby Ziemi dla poprawy życia ludzi, robiąc to jak dobrzy zarządcy”, czytamy na stronie internetowej prezentującej biografię autora „Niewygodnych faktów”.

Zieloni to tak naprawdę czerwoni siewcy strachu zmierzającego do uczynienia z ludzi bezbronnych, sparaliżowanych lękiem przed zagładą i skrępowanych poczuciem winy marionetek w rękach potężnych kuglarzy: „Ich kampanie przeciwko paliwom kopalnym, energii jądrowej, CO2, plastikowi itp. są błędne i zaprojektowane tak, aby ludzie myśleli, że świat się skończy”


Zielony ład to komunizm i putinizm w jednym

Wróćmy do korespondencji byłego aktywisty z koreańskim profesorem, z której dowiemy się m.in. tego, co stało za decyzją Patricka Moore’a, jednego z członków założycieli Greenpeace, za odejściem z organizacji, którą współtworzył: „Greenpeace został «przejęty» przez lewicę polityczną, kiedy zdała sobie sprawę, że w ruchu ekologicznym są pieniądze i władza. [Skłaniający się do lewicy] działacze polityczni w Ameryce Północnej i Europie zmienili Greenpeace z organizacji opartej na nauce w organizację zajmującą się zbieraniem funduszy na cele polityczne” – powiedział Moore. Na trosce o czyste powietrze i wodę można ugrać dużo politycznych punktów, zyskiwać poklask opinii publicznej, którą broni się przed „uduszeniem” i „zatruciem”. Mało tego, owa swoista „troska” może stać się zaczynem olbrzymich zmian nie tylko w podejściu do przyrody, ale szeroko zakrojonych, rewolucyjnych zmian społecznych. Może stać się pretekstem do wprowadzenia przemian cywilizacyjnych na skalę globalną. A o to marksistom, i różnorakim mutacjom myśli Marksa i Engelsa, chodzi od połowy XIX w. Parowóz rewolucji ma teraz wypuszczać z komina nie czarny dym robotniczych fabryk – ku czci proletariatu, ale zielony – ku czci matki ziemi.


15 lat po założeniu Greenpeace Moore opuścił organizację w 1986 r. „Ruch «ekologiczny» stał się bardziej ruchem politycznym niż ruchem ekologicznym” – powiedział. Współcześni ekolodzy „skupiają się przede wszystkim na tworzeniu narracji, historii, które mają na celu zaszczepienie opinii publicznej strachu i poczucia winy, które mają sprawić, że opinia publiczna zaakceptuje pompowanie na ich konta coraz większych sum”.


Według byłego wiodącego działacza ekologicznego obecnie szefowie Greenpeace przeprowadzają swoje operacje polityczne za zamkniętymi drzwiami z przedstawicielami ONZ, Światowego Forum Ekonomicznego i innych podobnych organizacji. Patrick Moore uważa też, że Międzyrządowy Zespół ds. Zmian Klimatu [IPCC] „nie jest organizacją naukową”. Jest to grupa zorganizowana na zasadach politycznych, bowiem takie właśnie zadania, polityczne, ma do zrealizowania. Cele naukowe są tylko przykrywką. Nauka o tyle ich interesuje, o ile potrafi uzasadnić za pomocą pseudonaukowego bełkotu ich polityczne i ideologiczne zamiary. „IPCC zatrudnia naukowców, aby dostarczali im «dane», które wspierają narrację «kryzysu klimatycznego»” – mówi wprost współzałożyciel najsłynniejszej na świecie organizacji ekologicznej.


Zieloni to tak naprawdę czerwoni siewcy strachu zmierzającego do uczynienia z ludzi bezbronnych, sparaliżowanych lękiem przed zagładą i skrępowanych poczuciem winy marionetek w rękach potężnych kuglarzy: „Ich kampanie przeciwko paliwom kopalnym, energii jądrowej, CO2, plastikowi itp. są błędne i zaprojektowane tak, aby ludzie myśleli, że świat się skończy, jeśli nie sparaliżujemy naszej cywilizacji i nie zniszczymy naszej gospodarki. Taka propaganda ma teraz negatywny wpływ na przyszłość zarówno środowiska, jak i cywilizacji ludzkiej”.


Maile Moore’a wskazują dobitnie na to, że: „Dzisiejsza lewica przyjęła wiele polityk i lansuje wiele rozwiązań, które stanowią bardzo poważne niebezpieczeństwo dla cywilizacji, ponieważ nie są technicznie osiągalne. Wystarczy spojrzeć na zbliżający się kryzys energetyczny w Europie i Wielkiej Brytanii, z którego korzysta Putin”. Wpisując się w razową i nachalną propagandę współczesną, należy stwierdzić, że według byłego greenpisowca zieloni to najbardziej cuchnące ruskie onuce i najzagorzalsi proputinowcy.

Na trosce o czyste powietrze i wodę można ugrać dużo politycznych punktów, zyskiwać poklask opinii publicznej, którą broni się przed „uduszeniem” i „zatruciem”. Mało tego, owa swoista „troska” może stać się zaczynem olbrzymich zmian nie tylko w podejściu do przyrody, ale szeroko zakrojonych, rewolucyjnych zmian społecznych. Może stać się pretekstem do wprowadzenia przemian cywilizacyjnych na skalę globalną. A o to marksistom, i różnorakim mutacjom myśli Marksa i Engelsa, chodzi od połowy XIX w. Parowóz rewolucji ma teraz wypuszczać z komina nie czarny dym robotniczych fabryk – ku czci proletariatu, ale zielony – ku czci matki ziemi.


Zielone mity

W korespondencji mailowej z dr. Seok-Soon Parkiem Patrick Moore wskazuje przykładowo na kilka poważnych zakłamań pojawiających się w lansowanym przez mainstream punkcie widzenia lewicy obyczajowej i kulturowej, przebranej w strój kapłana ekologicznego wyznania.


„W momencie, gdy zdecydowałem się opuścić Greenpeace, byłem jednym z sześciu dyrektorów Greenpeace International. Byłem jedynym z formalnym wykształceniem naukowym, tytułem licencjata w dziedzinie nauki i leśnictwa oraz doktoratem z ekologii. Moi koledzy dyrektorzy zdecydowali, że Greenpeace powinien rozpocząć kampanię «Zakaz chloru na całym świecie»”.


Wówczas Moore zaczął argumentować „kolegom dyrektorom”, że chociaż chlor elementarny jest bardzo toksyczny i był używany jako broń podczas I wojny światowej, to zakazanie używania chloru będzie dla świata katastrofą. „Na przykład chlorek sodu, znany również jako sól kuchenna, jest niezbędnym składnikiem odżywczym dla wszystkich zwierząt i wielu roślin. NaCl nie można «zakazać»”.


Dalej przypomniał o tym, że „jednym z najważniejszych osiągnięć w historii zdrowia publicznego w ograniczaniu rozprzestrzeniania się chorób zakaźnych przenoszonych przez wodę, takich jak cholera, było dodanie chloru do wody pitnej, basenów i Spa”. Dodał też, że

około 25% wszystkich naszych leków zawiera chlor, a około 85% leków farmaceutycznych powstaje przy użyciu chemii związanej z chlorem. Bez halogenów, takich jak chlor, brom i jod, medycyna nie byłaby taka sama. Wszystkie halogeny są silnymi antybiotykami.


„Greenpeace nazwał chlor «Diabelskim Pierwiastkiem» i nazywał PCV, polichlorek winylu lub po prostu winyl «trującym plastikiem». To fałszywe twierdzenia”, czytamy w jednym ze wspomnianych maili do dr. Parka. Lansuje się je po to, „aby przestraszyć opinię publiczną. Ponadto ta błędna polityka wzmacnia przekonanie, że ludzie nie są godnym gatunkiem i że bez nich świat byłby lepszy. Nie mogłem przekonać moich kolegów dyrektorów Greenpeace do porzucenia tej błędnej polityki. To był dla mnie punkt zwrotny” – powiedział Moore.


Ale najważniejszą obecnie sprawą jest łganie na temat zabójczej roli dwutlenku węgla – wytwarzanego przez działalność gospodarczą człowieka – w procesie dramatycznego, jakoby, ocieplania się ziemi. Jeśli świat się ociepla, to nie na skutek produkcji CO2, podkreśla Moore. „Z zapisów [historycznych] jasno wynika, że świat ociepla się od około 1700 r., czyli 150 lat przedtem, zanim zaczęliśmy używać paliw kopalnych. Rok 1700 był szczytem małej epoki lodowcowej, która była bardzo zimna i powodowała nieurodzaje i głód. Wcześniej około 1000 r. n.e. był okres, kiedy Wikingowie uprawiali ziemię na Grenlandii. Podobnie było około 500 r. n.e. wtedy też było cieplej niż dzisiaj, a poziom morza był o 1-2 metry wyższy od dzisiejszego” – powiedział Moore, dodając: „Nie znamy przyczyny tych okresowych wahań temperatury, ale na pewno nie był to CO2”.


Straszenie ociepleniem klimatu do stanu, który uczyniłby z globu ziemskiego szklarnię, to bardzo skuteczna metoda przerażania ludzi i wzięcia ich na krótką smycz bezwzględnego posłuszeństwa i zmuszenia do bezmyślnego, trwożliwego realizowania wszelkich postulatów lewactwa. CO2 jest niewidoczny, więc nikt nie może zobaczyć, co robi. Natomiast media przekonują, że „większość” naukowców jest zdania, że wyczynia on potworne rzeczy. Nie dodają oczywiście, że „ ta «większość» to głównie naukowcy opłacani przez polityków i biurokratów”. Do tego dochodzą redakcje opłacane za sianie propagandy i aktywiści zarabiający duże pieniądze na organizowaniu kolejnych „oddolnych” manifestacji i głupawych happeningów, w których młode histeryczki i histerycy kładą się pokotem na asfalcie, symulując ofiary zmian klimatycznych.

Wspomnienia ludzi, którzy żyli w czasach, gdy jeszcze nikt nie mówił o „zmianach klimatycznych spowodowanych przez człowieka”, dowodnie świadczą o tym, że latem słońce nie raz potrafiło tak przygrzać, że nawet „najstarsi górale nie pamiętali”. Ci, którzy są za młodzi, żeby wierzyć w opowieści starszych, mogą posłuchać tekstu piosenki Wojciecha Młynarskiego „Szajba”
(„Raz mi pot zalewał oczy / Bo spędzałem lato w mieście / Gdzie normalnie nas zaskoczył / Upał – stopni ze czterdzieści”), pochodzącej z tamtych czasów.



Wiatry wysokoenergetyczne i plastikowa histeria

Moore pokazał wykres przedstawiający temperaturę w środkowej Anglii w okresie 350 lat, od 1659 do 2009 r. Powiedział, że: „Jeśli dwutlenek węgla był główną przyczyną ocieplenia, to powinien nastąpić wzrost temperatury wzdłuż krzywej dwutlenku węgla, ale tak nie jest”. Oprócz stwierdzenia, że CO2 jest podstawą wszelkiego życia na Ziemi i że jego stężenie w atmosferze jest obecnie niższe niż kiedyś, Moore nazwał demonizację CO2 „całkowicie niedorzeczną”, informuje HAF.


Były aktywista zielonych, który w porę zauważył, że pod wpływem lewicy ekolodzy rozgrzali się do czerwoności, powiedział jeszcze kilka „herezji”, za które lewacy posyłają na stos wszystkich, nad którymi mają władzę. „Energia wiatrowa i słoneczna to pasożyty gospodarki”. Dlaczego? Bo „Energetyka słoneczna i wiatrowa są zarówno bardzo drogie, jak i bardzo zawodne”. Ludzie uważający, że całe kraje mogą być wspierane tymi technologiami, mają wyprane mózgi wieloletnią propagandą wylewającą się z mediów elektronicznych, cyfrowych i prasy kolorowej – powiedział Moore.


Według niego firmy dostarczające energię wiatrową i słoneczną w dużej mierze powstają i rozwijają się w oparciu o zamówienia rządowe, odpisy podatkowe i dotacje. Z powodu obowiązujących przepisów rządowych ludzie są zmuszani do kupowania energii wiatrowej i słonecznej, nawet jeśli jest ona droższa, pod pretekstem, że jest „przyjazna dla środowiska”.


„Miliony ludzi płaci więcej za energię wiatrową i słoneczną, podczas gdy kilka osób zarabia miliony dolarów, marek, funtów”. Farmy wiatrowe: „Wymagają rozległych obszarów ziemi, nie są aktywne przez większość czasu i wymagają niezawodnej energii, takiej jak energia jądrowa, hydroelektryczna, [węgiel i gaz ziemny], aby były czynne, gdy siła wiatru i promieni słonecznych jest niedostępna”. Według Moore’a wydobycie, transport i budowa farm wiatrowych i słonecznych wymagają znacznych ilości paliw kopalnych.


Według byłego greenpisowca „Plastik nie jest substancją toksyczną. Dlatego pakujemy i zawijamy w nią naszą żywność, aby nie uległa skażeniu. Plastik nie staje się magicznie toksyczny, gdy dostanie się do oceanu” – powiedział Moore. „Z jednej strony mowa jest, że plastik nie ulega rozkładowi, a z drugiej strony, że szybko rozpadnie się na «mikroplastiki», które oczywiście są wygodnie niewidoczne, więc nikt nie może ich obserwować ani weryfikować. Jakie to mądre [i korzystne dla histeryków]!”.


Moore twierdzi, że nasz układ trawienny potrafi odróżnić „jedzenie” od plastiku lub drobnych cząsteczek piasku. Bez względu na to, jak maleńki jest piasek, nasz organizm nie wchłania go do naszego krwiobiegu. Były współtwórca Greenpeace jest zadania, że pływający w oceanie plastik, podobnie jak drewno dryfujące, jest niczym mała pływająca rafa. Daje organizmom morskim powierzchnię, do której mogą przyczepiać się, składać jaja i jeść rzeczy, które są do niej przyczepione. „Zanieczyszczenia są zwykle toksyczne lub szkodzą życiu. Plastik to po prostu «śmieci» przy drodze. Nikomu nie szkodzą. Jedynym wyjątkiem są porzucone sieci rybackie, nie dlatego, że są plastikowe, ale dlatego, że zaplątują się w nie ryby i giną z braku pożywienia, z niewątpliwą szkodą dla człowieka. „Społeczność ekologiczna powinna współpracować z rybakami, nakłaniając ich do zaprzestania praktyki porzucania w morzu uszkodzonych sieci. Zamiast tego lepiej sprowadzić je z powrotem do doków, gdzie można je poddać recyklingowi, wykorzystać w zakładzie przetwarzającym odpady w energię lub bezpiecznie wyrzucić” – dodał Moore.


Ale na tak „skromne” cele działacze się nie zgodzą. Bo racjonalna, a nie ideologiczna, ekologia jest dla nich gorszym wrogiem niż rura wylotowa odprowadzająca ścieki do górskiego potoku. Bo przy pomocy takiej ekologii nie ruszy się „z posad bryły świata”. A o to przecież chodzi współczesnym „obrońcom ziemi”.