Granice Meksyku pozostały otwarte od początku „pandemii”. Nie ma obowiązku odbywania kwarantanny po przylocie do tego kraju. Od podróżnych nie są też wymagane testy. Noszenie masek nie we wszystkich stanach tego państwa jest obowiązkowe.

Psychoza bezobjawowa

Psychoza bezobjawowa

„Ludzie napływają do Meksyku z Kanady, Stanów Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii, Niemiec, Austrii, Australii i wielu innych krajów, aby uciec od restrykcyjnych środków podejmowanych przez rządy w celu zwalczenia rzekomej pandemii Covid-19 i tych rozporządzeń, które zaczynają wchodzić w życie w celu wspierania programu Wielkiego Resetu/Technokracji. Oczywiście uważam, że korporacyjne media nie są nieświadome rzeczywistych celów ludzi, którzy przybywają do Meksyku, ale wybierają albo udawanie ignorancji, albo, jak w przypadku VICE News, chcą ośmieszyć ludzi, którzy próbują tworzyć oddolny ruch oporu, o skali globalnej”, czytamy w artykule zamieszczonym w The Last American Vagabond (LAV).

Wątpliwy urok mediów korporacyjnych

Cytowany wyżej Derrick Broze jest dziennikarzem, pisarzem, mówcą publicznym i aktywistą. Jest współprowadzącym Free Thinker Radio w 90.1 Houston, społecznej stacji radiowej sponsorowanej przez słuchaczy, a także twórcą trzech inicjatyw: Sieci Świadomego Oporu (The Conscious Resistance Network), Sieci Komórek Wolności (The Freedom Cell Network) oraz Świadomej Agory (The Conscious Agora). Ideą przewodnią pomysłu Broze’a jest tworzenie grup ludzi, których wspólny cel to zapewnienie suwerenności członkom tych grup poprzez pokojowy opór i tworzenie alternatywnych instytucji. Odtworzenie komunikacji międzyludzkiej bez pośrednictwa mediów korporacyjnych, współpraca w celu zwalczania wszelkich objawów totalitaryzmu ukrywającego się pod wzniosłymi hasłami typu „dbaj o siebie, dbaj o innych”, oraz przeciwstawiania się nowemu ładowi czy wielkiemu resetowi, po którym „nie będziesz miał nic i będziesz szczęśliwy”.

Derrick Broze to człowiek bardzo zaangażowany w zwalczanie zagrożeń pochodzących ze strony tych, którzy chcą nam zgotować piekło na ziemi. Tekst krytykujący sposób, w jakim opisuje się w mediach głównego nurtu ludzi oddolnego ruchu mającego przeciwstawić się „resetowcom”, pojawił się w maju tego roku.

„Gdyby korporacyjne media miały uczciwie opowiedzieć historię [ostatnich dwu lat – R.K.], musiałyby przyznać, że blokady, rozporządzenia i zwalnianie ludzi z powodu nieprzestrzegania reżimu sanitarnego były najbardziej wyraźnym przejawem autorytaryzmu, jaki widział współczesny świat”. Jednak domaganie się uczciwości, obiektywizmu, obrony niezbywalnych praw człowieka do tego, aby nie czuć się permanentnie zagrożonym i zaszczuwanym przez tych, którzy chcą „ruszyć z posad bryłę świata” i cisnąć nią w łajno – więc domaganie się przyzwoitości od zatrudnionych w mediach głównego nurtu to daleko posunięta naiwność. Bo główne zapiewajły są zbyt dobrze opłacane, aby zrezygnować z fuchy liderów ogłupiania tłumów, które i tak, jako tłumy właśnie, zbyt rozsądne i lotne nie są; a wykonawcy ich poleceń są zbyt niedołężni umysłowo i bojaźliwi, aby się przeciwstawić. Wiedzą wszak, że tylko śpiew z klucza ukryje ich miałkość intelektualną i podły charakter, dzięki czemu wśród znajomych uchodzić będą za „tęgie głowy”. Chociaż nie są to ani tęgie, ani głowy. Tylko zwykłe lujki z żołędziem w miejscu łba, na etacie „panów redaktorów”. Chciałoby się w tym miejscu wymienić kilka przykładowych nazwisk z TVP, Polsatu, TVN-u, Telewizji Republika, ale względy procesowe mają swoje prawa i swoją moc, podobną sile cenzorskich nożyc. Co myśleć o takich ludziach? Co sądzić o osobnikach, którzy uważają, że cynizm to nie jest objaw sprytu debila tylko przejaw wyższej inteligencji? Niecenzuralne słowa cisną się zbyt nachalnie pod klawisze klawiatury, aby sądzić, że Czytelnik nie pojął, „co autor ma na myśli”.

Obiektywni inaczej

Na początku 2022 r. kanał VICE News zaczął za pośrednictwem swych pracowników docierać do członków społeczności Wolność/Prawda/Anarchiści w Meksyku. Reporterka kanału, Alice Hines, i jej producent Pieter Colpaert powiedzieli, że chcą dowiedzieć się więcej o ludziach przyjeżdżających do Meksyku z zamiarem uniknięcia ograniczeń i restrykcji związanych z kowidem. W lutym Alice, Pieter i ekipa wzięli udział w dorocznej konferencji Anarchapulco w Acapulco, aby przeprowadzić wywiady z uczestnikami na temat przyczyn ich obecności w Meksyku. W tym samym czasie Derrick Broze również przebywał w Acapulco na oddzielnym wydarzeniu o nazwie Agorapulco. Nazwa nie jest przypadkowa, bowiem nawiązywała ona do wspomnianego wyżej pomysłu Broze’a. Z obowiązku dziennikarskiego przypomnę, że Acapulco jest głównym portem w stanie Guerrero, u wybrzeży Oceanu Spokojnego w Meksyku. Leży 300 km na południowy zachód od stolicy kraju miasta Meksyk.


Alice Hines
wysłała do widza nieprawdziwą wiadomość, godną propagandystki, a nie publicystki i reporterki: „Ci ludzie są szaleni. Nie są normalni. Nie myśl jak oni i nie zachowuj się jak oni”

Przybycie ekipy z VICE News na wydarzenia, które, choć różne, miały tę cechę, że uderzały w świat korporacji, nowych ładów, resetów; w rzeczywistość scentralizowaną, poddaną stałej inwigilacji, rozporządzeniom, nakazom, zakazom – więc pojawienie się dziennikarzy korporacyjnych nie wróżyło nic dobrego dla rzetelności przekazu z obu wydarzeń. Nawiasem mówiąc, jeśli ktoś ciekaw sposobów, w jakich pani Hines ujmuje wydarzenia społeczno-polityczne, niech wejdzie na stronę vice.com/en/contributor/alice-hines.

„I zgodnie z oczekiwaniami VICE [które można tłumaczyć różnie, również jako «występek», co stanowi chyba najbardziej odpowiednią translację tego słowa, biorąc pod uwagę całkowity brak przyzwoitości dziennikarki ujawniony w prezentowanym przekazie – R.K.] pokazało swoje prawdziwe oblicze, spędzając kilka dni z mieszkańcami Anarchapulco i Agorapulco, zachowując się przyjaźnie i pozornie ciesząc się wydarzeniami, tylko po to, by później spostponować je i zatytułować swoje raporty «Byliśmy na imprezie palenia antywirusowej Marzanny» [dosłownie Burning Man, „Płonący Człowiek”, ale w swobodnym tłumaczeniu można skojarzyć z naszym zwyczajem palenia Marzanny] i „Antyszczepionkowcy budują gminy w Meksyku”. Zapytany o powód tego stronniczego tytułu producent Pieter Colpaert stwierdził: nasz zespół ds. mediów społecznościowych wybiera tytuły – artykuł jest czymś więcej niż nagłówkiem!”.

Poniżej przedstawiam przykładowy przekaz „rozsądnych” mediów, czyli pragnących nie odstawać od głównego nurtu, na temat Anarchapulco i Agorapulco, najwyraźniej inspirowany publicystyką dziennikarki Alice Hines. „W większości krajów świata ograniczenia pandemiczne są luzowane, a nawet znoszone. Ale to nie powstrzymuje antyszczepionkowców przed przeniesieniem się do krainy mlekiem i miodem płynącej i zerowych ograniczeń w podróżowaniu dla obcokrajowców: Meksyku. Przyłączając się do anarchistycznych komórek i ekowiosek, przybywający Kanadyjczycy i Europejczycy budują sieci, które, jak mówią, będą istnieć całkowicie wolne od ingerencji rządu, nie wspominając o globalnej «plandemii»”.


„Antyszczepionkowcy budują gminy w Meksyku”. Zapytany o powód tego stronniczego tytułu producent
Pieter Colpaert stwierdził: nasz zespół ds. mediów społecznościowych wybiera tytuły – artykuł jest czymś więcej niż nagłówkiem!”.


Przypomnijmy, że granice Meksyku pozostały otwarte od początku „pandemii”. Nie ma obowiązku odbywania kwarantanny po przylocie do tego kraju. Od podróżnych nie są też wymagane testy. Noszenie masek nie we wszystkich stanach tego państwa jest obowiązkowe.

To nie „Solidarność”, ale przeciwnik tak jak w Sierpniu

Porównywanie tego, co dzieje się w niektórych rejonach świata, czyli rodzenia się oddolnych inicjatyw, mających na celu przeciwstawienie się totalitarnym zakusom władz i tworzenie społeczeństwa alternatywnego, które za czas jakiś będzie gotowe przejąć władzę, do jakiejś globalnej odmiany „Solidarności” czy globalnego Sierpnia ’80 byłoby ryzykowne. Tym bardziej, że nie wiemy, jak historia dalej się potoczy i czy aby nie skończy się Grudniem ’70 (masakrą, po której nastąpi „odnowa”), utrzymując porównania w poetyce „polskich miesięcy”. Nie mniej warto zwrócić uwagę na jedno zjawisko występujące zarówno w ruch solidarnościowym (a być może w każdej masowej i oddolnej inicjatywie), jak i tym, którego przejawem jest Anarchapulco i Agorapulco. Jest nim eklektyzm poglądów, idei, zapatrywań. Łączy jedno – odrzucenie dotychczasowego reżimu jako opresyjnego i dysfunkcyjnego. Spaja to ze sobą bardzo różnych ludzi, co bezlitośnie wykorzystuje propaganda – tak ówczesna komunistyczna, Szczepańskiego, jak współczesna – korporacyjna, broniąca starego reżimu, jak Leszek Miller pezetpeerowskiej władzy w czasach Pierwszej Solidarności (dla młodych: PZPR to nasadzona przez Moskwę partia komunistyczna rządząca naszym krajem do 1989 r.).

Do takiego ruchu, samego w sobie bardzo poważnego, gromadzącego ludzi świadomych, odpowiedzialnych, chcących wygrać wolność i samorządność dla siebie i innych (w tym wypadku hasło dbaj o siebie i innych ma jak najbardziej zastosowanie, i dlatego nigdy propagandyści nie użyją go w tym, właściwym, kontekście) – dołączają osoby egzotyczne. I są tolerowane, bo żywiołowość i wywodząca się z niej akceptacja dla szerokiego spektrum zachowań (przy utrzymaniu warunku non violence i z poszanowaniem elementarnej przyzwoitości) jest immanentną cechą tego rodzaju zjawiska społecznego. Jego „szeroki gest” ułatwia propagandystom zadanie. Kierują oni swoje kamery, mikrofony oraz pióra, a co za tym idzie uwagę odbiorców na to co najbardziej skrajne i dziwaczne. Milcząc o tym co istotne i typowe dla przedstawianych wydarzeń.

Teraz też tak jest. Derrick Broze pisze na stronie LAV o tym, że „14-minutowy raport poświęca większość czasu Alice [dziennikarce Vice News – R.K.], która robi głupie miny przed kamerą i sarkastycznie opisuje wydarzenia. VICE filmowało przez kilka dni i wybrało materiał przedstawiający ludzi próbujących zginać łyżki umysłem oraz kobietę zaprzeczającą Holokaustowi. Takie osoby nie reprezentują całości większych ruchów, ale zawsze są w nich obecne”.


Derrick Broze to człowiek bardzo zaangażowany w zwalczanie zagrożeń pochodzących ze strony tych, którzy chcą nam zgotować piekło na ziemi.

Publicysta LAV pisze oczywistości dla tych spośród nas, żyjących w czasach „Solidarności” i przeżywających świadomie 16 miesięcy, które oczarowały świat; chociaż niewielu zdołało na trwałe odmienić, ze względu na krótki czas trwania tej „pięknej mary sennej”; a może nie tylko z tego względu?


„Podobnie jak w przypadku każdego wydarzenia będącego «w ruchu», tak zróżnicowanego jak ruch Wolności – który sam w sobie obejmuje ludzi z wielu społeczności, w tym kryptowaluciarzy, wyznawców hinduskich guru, spirytystów, parapsychologów, anarchistów, libertarian, wolnościowców, konserwatystów, zwolenników niczym nieskrępowanej wolności słowa itp. – tam będzie różnorodność opinii i przekonań. Nie trzeba przyjmować ani zgadzać się z opiniami i poglądami wyrażonymi w raporcie VICE. Należy sięgać po źródła alternatywne wobec ścieku łgarstwa wylewającego się z mainstreamowych publikatorów i wtedy dowiemy się, że ludzie napływający do Meksyku to osoby szanujące swoją wolność duchową i cielesną oraz suwerenność i integralność innych osób”.

Tolerancyjni inaczej

Manipulacja jest oczywista, cel również: „«Zespół mediów społecznościowych» wybrał głupi, obraźliwy tytuł, aby przyciągnąć uwagę ludzi, celowo używając uwłaczającego i kłamliwego określenia, takiego jak «przeciwnicy szczepionek»”. Reporterka („tak zwana reporterka”, jak pisze LAV) w sposób oczywisty dla każdego, kto chociaż pobieżnie zna metody manipulacji stosowane przez media głównego nurtu, ujawniła swym raportem, że działa na zlecenie sił wyższych, którym nowe zjawiska społeczne nie są w smak, jak nie były cztery dekady temu młodemu wówczas, a obecnie już bardzo staremu, komuchowi tow. Leszkowi Millerowi, etatowemu pracownikowi aparatu partyjnego na szczeblu Komitetu Centralnego od urodzenia, używając określenia red. Stanisława Michalkiewicza.


Alice Hines wysłała do widza nieprawdziwą wiadomość, godną propagandystki, a nie publicystki i reporterki: „Ci ludzie są szaleni. Nie są normalni. Nie myśl jak oni i nie zachowuj się jak oni”.

Tak właśnie w praktyce realizowane są hasła lewicy o wolności i samostanowieniu: nie ma wolności dla wrogów wolności w naszym rozumieniu. A jak lewica rozumie wolność? „Wolność to uświadomiona konieczność robienia tego, co my chcemy”, trawestując Hegla. Prawdziwa wolność to bezwzględne posłuszeństwo naszym rozporządzeniom. Mówiąc jeszcze inaczej, po orwellowsku: „Wolność to niewola”. Prawdziwy bunt to bunt przez nas zainicjowany i kontrolowany, każdy inny to przejaw populizmu, faszyzmu, nacjonalizmu. Metaloplastyka na twarzy – tak , graffiti na skórze – jak najbardziej, ale symbole religijne i narodowe – nie; bo to przejaw pogardy do inaczej wierzących, odczuwających, kopulujących. Zrobienie krzyża z puszek po piwie marki Lech i sikanie na znicze na Krakowskim Przedmieściu to młodzieżowy happening, zdrowa reakcja ludzi, którzy mówią „dość”. Spalenie kukły nawiązującej swym wyglądem do stereotypu Żyda, to nie zwyczajna głupota i elementarny brak kultury, oba zjawiska w sposób oczywisty godne potępienia, tylko od razu rejwach w tzw. prasie międzynarodowej i Armagedon w jednym. A w dodatku plucie na Polskę, której obywatele jakoby „wyssali antysemityzm z mlekiem matki”.


Przy takim rozumieniu przez lewackich totalniaków wolności, obiektywizmu i dziennikarskiej rzetelności nie może dziwić, że VICE News – a do tej pory również wszystkie media głównego nurtu – pomijają ogólny obraz i istotę rzeczy: ludzie napływają do Meksyku z Kanady, Stanów Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii, Niemiec, Austrii, Australii i wielu innych krajów, aby uciec od psychozy kowidowej oraz przygotować się organizacyjnie do stawienia oporu wielkiemu resetowi.


„Ci korporacyjni hakerzy woleliby, aby ich ślepym wyznawcom przedstawiano karykaturę tego ruchu, a nie rzeczywistość: ruchu ludzi, którzy widzą, co jest na horyzoncie i świadomie decydują się rzucić pracę, sprzedać swoje domy i zmienić swoje życie, aby ich rodziny mogły pozostać wolne i zdrowe w nadchodzących latach. Te odważne dusze przenoszą się ze stanu do stanu w USA lub z państwa do państwa w Europie oraz na innych kontynentach. Szczególnie dotyczy to obywateli tych państw, w których zamordyzm sanitarny zdaje się im nie do zniesienia”. Następuje exodus w poszukiwaniu obszarów wolności.

Przypomina to ucieczkę purytanów z Anglii w XVII w. wpierw na Kontynent, a później do Nowej Anglii, czyli obszaru w północno-wschodniej Ameryce, gdzie utworzyli kolonię Massachusetts Bay, albo hugenotów, wygnanych pod koniec XVII w. z Francji, znajdujących miejsce schronienia na obszarze Prus, Niderlandów, Szwajcarii. Stąd należy postawić pytanie, czy ruch tworzony w Meksyku i kilku innych krajach rozwinie się w siłę purytanów amerykańskich czy ważną, choć dość skromną liczebnie, mniejszość hugenocką żyjącą w swych gminach i mającą niewielki (co nie znaczy, że w ogóle niezauważalny) wpływ na to, co dzieje się w zamieszkiwanych przez nich krajach?


Derrick Broze, w omawianym tu artykule opublikowanym na stronie LAV, przypomina, że VICE jest własnością mainstreamowego HBO i już dawno udowodniło swoją gotowość do promowania narracji, które służą klasie rządzącej. Oczywiście przez ostatnie dwa lata VICE News podążało za głównym nurtem propagandy kowidowej.

Jeden z pomysłów na opór społeczny

Cel Sieci Komórek Wolności, pomysłu lansowanego przez Broze’a, zasadza się na budowaniu lokalnych grup, które „kładą podwaliny pod przyszłe równoległe społeczeństwo, co stwarza szansę na wyjście z Wielkiego Resetu”. Przypomina to praktykę 16 miesięcy „Solidarności”, gdy ludzie niejako „wyciągali spod władzy” jej kompetencje poprzez samoorganizowanie się i oddolną aktywność takich „komórek Wolności” jak komisje zakładowe, regionalne emkazety (międzyzakładowe komitety założycielskie) oraz Krajowa Komisja Porozumiewawcza. Z czasem również inne „komórki” typu samorządy pracownicze zaczęły przejmować kierownictwo z rąk Kań, Pińkowskich, Jaruzelskich, Rakowskich oraz komunistów drobniejszego płazu takich jak Miller czy Cimoszewicz – nieudolnych, sprawnych jedynie w nakazach, zakazach, fikcyjnych reformach, odgrażaniu się i sugerowaniu zaprowadzenia porządku siłami Armii Czerwonej.


Derrick Broze, i współpracujący z nim ludzie, już od września 2020 r. zaangażował się w pomoc wszystkim, którzy chcą opuścić USA i udać się do Meksyku, aby zamieszkać tam bądź czasowo (przeczekując kowidowy amok), bądź na stałe. Cały ten ciąg pomocy nazwany został Operacją Underground Railroad: „pomagamy ludziom w formalnościach na granicy, pomagamy im dotrzeć do bezpiecznego miejsca i osiedlić się. Po przyjeździe to do nich należy znalezienie pracy i podjęcie decyzji o swoich długoterminowych planach”. Jak do tej pory akcją objętych zostało kilkanaście rodzin chcących zmienić swoje miejsce zamieszkania.


„W mojej książce «How To Opt Out of The Technocratic State» (Jak zrezygnować z państwa technokratycznego?), wydanej w 2020 r., piszę o tym, jak ważne jest opuszczenie dużych miast i budowanie swoich miejsc do życia na obszarach wiejskich w celu utworzenia wolnych społeczności i domostwa. Opisuję, jak to wyprowadzka z miast w pogoni za wolnością i prywatnością może ostatecznie doprowadzić do powstania sieci wolnych społeczności, które mogłyby służyć jako bezpieczne schronienie dla uchodźców z technokratycznego państwa”.


Czytelnik, śledząc za pośrednictwem tego tekstu poczynania Derricka Broze’a, mógł „nie poczuć bluesa”. Może uzna je za zbyt ekstrawaganckie, być może do zrealizowania, ale na małą skalę, taką à la komuna hippisowska. Innymi słowy, na bazie pomysłu Brozea nie da się odpalić ruchu, który byłby w stanie skruszyć zastały świat współczesności. Tym sceptykom chciałbym powiedzieć dwie rzeczy: Duch tchnie, kędy chce, a po drugie – jest to tylko propozycja, jedna. Kolej na następne koncepcje i działania. W tym nasze, polskie. Pamiętając, że – jak to pisaliśmy na murach w czasie stanu wojennego – „Solidarność żyje i jest nie do zdarcia”. I że „nie ma wolności bez Solidarności”. Oczywiście tej zrodzonej w Sierpniu, a nie przy okrągłym stole.